Małe miasteczko Moonlight Shadow spowiła ciemna, głucha noc, słychać tylko cichy szmer strumyka, senny szept brzózek i lip. Przez jej mrok sunie zakapturzona postać o aurze czarnej jak śmierć. Ubrana w złoto, srebro i czerń.Z koroną, w której błyszczy krwistoczerwony rubin. Jej włosy opadające białymi pasmami na ramiona układają się w delikatne fale, oczy ma zaś poważne, utkwione w dal odbijają srebrną księżycową łunę.Na szyję delikatnie opada naszyjnik z kwiatem narcyza wysadzany czarnymi diamentami. Przystanęła, przesunęła melancholijnym spojrzeniem po bezwiednych, pełnych grozy lasach jakie ją otaczały i po raz ostatni spojrzała na drewniany domek, szepcząc:
-Twój czas nadejdzie wkrótce, moja mała.
Zniknęła, już na zawsze zostawiając maleńką dziewczynkę na progu chatki pewnej starszej kobiety o niesamowicie dobrym sercu i czystej duszy.
Krople deszczu leniwie spływały po szybie. Piorun uderzył w drzewo nieopodal małej drewnianej chatki, w której na hebanowym parapecie siedziała dziewczyna trzymająca w prawej ręce bordowy kubek z parującą herbatą. Zaczynało świtać. Słońce powoli wdrapywało się na swoje zwykłe miejsce oświetlając lasy, miasteczka i ludzi zaczynających dzień od swoich przetartych tradycji. Świat budził się do życia po zimowej przerwie. Śnieg już stopniał, kwiaty powoli zaczynały kwitnąć, a na drzewach pojawiały się pierwsze pączki.Z każdym dniem coraz bardziej widać jak trawa się zieleni.Świat staje się piękny i kolorowy,przypomina zaczarowaną krainę podobną do tych z opowieści dorosłych, które snuli codziennie zanim Morfeusz porwał cię do swojego świata szczęścia i odpoczynku.
Dziewczyna ubrana w krwistoczerwoną piżamę przechyliła kubek, pozwalając gorącemu napojowi rozgrzać ją oraz jej duszę. Czarne włosy miała spięte w luźnego warkocza. Grzywka zazwyczaj zaczesana do góry, wpadała w błękitne oczy, które wpatrzone były wciąż w jeden punkt na horyzoncie.
-Znów nie spałaś, kochanie? -Starsza kobieta weszła do małego saloniku. Dziewczyna spojrzała na nią z nieukrywaną miłością i smutkiem.
-Nie, Ciociu Meggie...- Odpowiedziała cicho i wróciła do poprzedniej pozycji.
-Musisz spać, Ellie.- Słowa te były przesiąknięte zawiedzeniem, lub tylko tak się wydawało tej młodej dziewczynie z umarłą, pozbawioną marzeń duszą.
-Mam koszmary, ciociu. Wiesz przecież.- Jej cichy szept uświadomił staruszce, że Helena nie zmieni pozycji w najbliższym czasie, więc odeszła do kuchni, by przygotować śniadanie.
Woda w strumyku płynęła szybko, drzewo morwy uginało się pod wpływem wiatru, a pioruny uderzały raz za razem. Deszcz szaleńczo stukał o taflę jeziora nad którym znajdował się ten drewniany domek.
Mieszkały tu we dwie Ciocia Meggie i Ona- Helena. Minęło już piętnaście lat odkąd Meggie znalazła tę dziewczynkę przed drzwiami. Piętnaście lat odkąd rodzice ją porzucili.
Kochała tę staruszkę za wszystko co dla niej zrobiła, ale tęskniła za rodziną. Taką prawdziwą. Matka, ojciec no i ona.
-Nie,nie,nie,nie,nie.. NIE! NIE TERAZ, ROZUMIESZ?!NIE ZOSTAWIAJ MNIE! -Czarnowłosy chłopak klęczał przy bladym ciele dziewczyny o włosach równie jak jego czarnych. Krople deszczu rozbijały się o zimną skórę obydwojga, w oddali słychać było uderzenia piorunów. Znajdowali się na polanie w ciemnym lesie.Błyskawica rozświetliła niebo.
-Mówiłam Ci, że nie odnajdziesz szczęścia w miłości. Miłość dla ciebie zawsze będzie oznaczała śmierć chłopcze. -Czarnowłosy usłyszał spokojny, usypiający wręcz głos wydobywający się z mroku za jego plecami. Odwrócił się w tamtą stronę. Stała tam kobieta o włosach białych jak padający śnieg. Ubrana była w czerń i złoto. Krwistoczerwony rubin w jej koronie odbijał blask błyskawic jakie uderzały w ziemię raz za razem.
-DLACZEGO MI TO ROBISZ?! CO JA CI TAKIEGO ZROBIŁEM, ŻE ZSYŁASZ NA MNIE TAKIE CIERPIENIE?! - Rozpacz po stracie kolejnej osoby sprawiła, że ściany jakie zbudował wokół siebie opadły odsłaniając jego emocjonalną stronę. Cierpiał. Stracił już wszystkich. Mamę, siostrę, przyjaciele uważają go za potwora, a teraz ona. Jedyna osoba jaka przy nim została umarła na jego oczach, a on nie mógł nic zrobić. Oddała za niego życie. Był wściekły. Pozwolił jej dołączyć do siebie, choć wiedział jak niebezpieczna jest podróż przez blizny czasoprzestrzenne. Był wściekły. Kobieta, która teraz stała w całym swym majestacie przed jego czarnymi oczyma sprawiła, że cokolwiek czego się dotknął rozpadało się. Nienawidziła go. A on nienawidził jej.
Nagle jego wzrok ześlizgnął się na czarne diamenty spoczywające na jej szyi. Łańcuszek z przywieszką w kształcie kwiatu narcyza, który dostała niegdyś od swego męża pobłyskiwał bladym światłem. Nigdy nie zwracał na niego uwagi, jednak teraz poczuł, że musi go zapamiętać. Każdą z jego krzywizn i załamań. Jakby ten kształt miał mu uratować kiedyś życie. Nagle w jego głowie rozbrzmiało ostrzeżenie jakie wypowiedziała niegdyś jego siostra.
"Kto w sercu ma tylko nienawiść, nigdy nie zazna miłości i szczęścia."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz